Czy są nam potrzebne?

 

Obecnie branża IT to jedna z najszybciej rozwijających się na rynku. Sytuacje, w których programista sam ustala wymagania klienta, sam projektuje program, sam go pisze i testuje, należą do rzadkości. Oczywiście zdarzają się jednostki, które tworzą kompleksowo (od podstaw) np. witryny internetowe, ale jest to nieczęste zjawisko. W miarę rozwoju branży zwiększa się zakres informacji, które są przetwarzane. Strony internetowe i aplikacje są coraz lepszej jakości, a przez to trudniejsze i bardziej skomplikowane do zakodowania. Wszystko musi być wykonane szybciej, przy jednoczesnym obniżeniu tolerancji na błędy. Właśnie dlatego jedna osoba nie może być ekspertem we wszystkich aspektach IT. Z tego powodu analityk zaczął ustalać i opisywać wymagania klienta, grafik – projektować, programista – kodować, tester – sprawdzać poprawność i jakość produktu. Rozwój branży i jej rosnąca złożoność wymusiły więc powstanie specjalizacji. Nie inaczej dzieje się w przypadku branży testerskiej.

Istnieje powszechne przekonanie, że ludzie, którzy dużo wiedzą, de facto nie specjalizują się w niczym. Wiedzą wszystko po trochu, ale nic szczegółowo. Co więcej, uważa się, że lepiej jest być ekspertem w jednej dziedzinie, niż dysponować niepełną wiedzą w różnych obszarach, równolegle nie specjalizując się w żadnym. Obecnie wiele firm kieruje się tym podejściem.

Różnorodny zespół.

Dzielenie testowania na specjalizacje

W artykule na QA-Courses możemy przeczytać, jakie okoliczności sprzyjają wyodrębnieniu konkretnych specjalistów w zakresie testowania oprogramowania, a w których sytuacjach „nie warto czynić przy pomocy wielu tego, co daje się zrobić przy pomocy jednego”.

Wśród czynników sprzyjających wydzieleniu specjalizacji w testowaniu, autorzy wymieniają oprogramowanie, w którym błędy mogą wpłynąć na życie i zdrowie ludzi (np. systemy wykorzystywane w placówkach medycznych), a także przepływy finansowe (systemy bankowe). Ponadto wysoce wyspecjalizowany tester może obsługiwać więcej niż jeden projekt w firmie, więc jeśli zadania między projektami powtarzają się (np. konieczność implementacji testów automatycznych czy wydajnościowych), warto zastanowić się nad specjalistą tylko od tego zadania. Inną sytuacją, w której warto skorzystać ze specjalisty, jest outsourcing zadań, zwłaszcza gdy są to zadania jednorazowe (np. pełna automatyzacja ustalonego regresu). Bardziej opłacalne jest bowiem oddelegowanie tego jednego zadania wymagającego specyficznej wiedzy i umiejętności do firmy zewnętrznej, niż przeszkolenie pracownika w firmie, co zajmie więcej czasu i energii.

Dalej autorzy wymieniają czynniki i okoliczności, które powinny odwieść nas od chęci podziału na specjalizacje. Jednym z takich czynników jest stała rotacja pracowników w firmie, mała ilość testerów (jeden lub dwóch to stanowczo za mało, by kreować eksperta tylko od jednej wąskiej dziedziny testowania) czy ciągłe przekraczanie deadlinów, przez co wszyscy testują wszystko (w takim wypadku firma nie traci pieniędzy na specjalistów, bo przecież żaden tester nie ominie krytycznego błędu podczas analizy, bo wie o wszystkim „po trochu”, plus „co dwie pary oczu, to nie jedna”). Nie opłaca się kreować specjalistów lub ich zatrudniać, gdy ciężko znaleźć jakichkolwiek testerów na rynku w ogóle i konieczne jest szkolenie personelu od zera.

Specjalizację koniecznie trzeba wyodrębniać w przypadku, gdy specjalista w tej dziedzinie jest drogi na rynku.

QA-courses, Czy potrzebne są specjalizacje wewnątrz jednego zespołu testerskiego?

Płaca.

Płaca i motywacja

Należy pamiętać o tym, iż wyspecjalizowani w swojej dziedzinie testerzy zwykle są znacznie drożsi od specjalistów ogólnych.

Warto zaznaczyć, iż opanowanie sąsiedniej dziedziny przez testera nie zmieni zbytnio kosztów zespołu (jeśli przebiega w sposób rozsądny), a zapoznanie się z innym obszarem może okazać się ciekawym doświadczeniem i w rezultacie poprawić motywację do dalszej pracy. Z drugiej strony nie ma sensu szkolić pracowników w konkretnych dziedzinach, jeśli ma to na celu tylko oszczędność, ponieważ będą oni kontynuowali pracę za dotychczasową płacę do momentu, w którym odkryją, że rynek oferuje o wiele wyższe stawki za ich kompetencje.

Przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania na specjalistów, równolegle obserwujemy na polskim rynku przesyt testerów – juniorów, jak zauważa Radek Smilgin. Napływ osób, które dopiero rozpoczynają pracę, jako testerzy, stanowczo przewyższa zapotrzebowanie. Równocześnie juniorzy muszą zacząć od podstaw, od testowania najbardziej ogólnego, by mieć szansę na wyspecjalizowanie się w którejś dziedzinie.

 

Popyt na niszowe umiejętności rośnie, a jak mówi przysłowie „trzeba biegać nieprzerwanie, aby utrzymać się w tym samym miejscu”. Jako specjaliści od testów powinniśmy zawsze pracować nad poprawieniem naszych umiejętności, aby odnieść sukces w tym wysoko konkurencyjnym środowisku. Bycie ekspertem w konkretnej dziedzinie testowania definitywnie działa na naszą korzyść, a ilość specjalistów w branży wzrasta.

Jeśli jesteście ciekawi, jakie specjalizacje w testowaniu są wyodrębniane najczęściej, która testerska nisza zyskuje na popularności i jak jeszcze można podzielić testerów, to zapraszamy do drugiej części wpisu, już za tydzień 🙂 .

5
  •  
    2
    Shares
  • 2
  •  
  •  
  •